|
Konstancin Konieczne konsultacje społeczne  Określone strefy wpływów Burmistrz Marek Skowroński chce mocno ograniczyć obszar stref ochrony uzdrowiskowej - z 7,8 tys. ha do 2,2 tys. ha. Mieszkańcy nie chcą do tego dopuścić. Obawiają się, że doprowadzi to do likwidacji uzdrowiska.
Nowa ustawa uzdrowiskowa, która weszła w życie 2 października ub.r., nałożyła na gminy obowiązek uchwalenia, w ciągu 6 miesięcy, tymczasowego statutu.
Opracowanie nowego statutu od początku budziło zainteresowanie zarówno radnych, jak i lokalnych stowarzyszeń, które wyraziły chęć czynnego udziału w pracach. Przez kilka miesięcy temat był tabu. Nie wiadomo było, czy i jak przebiegają prace w tym zakresie. Nie powołano też komisji uzdrowiskowej, której zadaniem jest m.in. opiniowanie w sprawach dotyczących uzdrowiska i obszaru ochrony uzdrowiskowej. Niespodziewanie, w lutym burmistrz przedłożył radnym gotowy projekt statutu i zmian stref uzdrowiskowych. Natychmiast wzbudził on społeczny sprzeciw, przede wszystkim z powodu wytwórni mas bitumicznych. W nowym projekcie znalazła się ona bowiem poza strefą C, co praktycznie sankcjonowało jej lokalizację w tym miejscu. Naniesiono poprawki i kilka dni później w nowszej wersji "asfalciarnia" powróciła do strefy C. Niemniej jednak mieszkańcy nie chcieli zgodzić się na zakres ograniczenia stref domagając się konsultacji społecznych. Nowe nie znaczy dobre Spotkanie w tej sprawie odbyło się w środę 22 marca w Stocerze. Dość szybko stało się oczywiste, że niemal wszyscy obecni (ponad 100 osób, w tym reprezentanci szerszych grup społecznych nie mogących stawić się w komplecie) są w tej sprawie jednomyślni i domagają się, by w nowym statucie strefy ochronne zachowały dotychczasowy kształt. Burmistrz próbował przedstawić swój punkt widzenia. - Przy tworzeniu tego statutu kierowaliśmy się tym, by nie tworzyć fikcji prawnej, która od dłuższego czasu ma miejsce w Konstancinie - wyjaśniał. - W strefie A (obecnie 300 ha) można realizować inwestycje wyłącznie o charakterze uzdrowiskowym. Aby wybudować budynek mieszkalny, ludzie zaczęli stosować różne wybiegi prawne i występowali o wydanie pozwolenia na budowę pensjonatów czy budynków mieszkalno-pensjonatowych. Sam wydałem, zgodnie z prawem, kilka warunków zabudowy dla pensjonatów. Podejrzewam, że gdybym chciał dziś wynająć w nich pokój, okazałoby się to niemożliwe - tłumaczył. - Ograniczenia w strefie A dotyczą także rozbudowy istniejących budynków. Nie chcemy odmawiać mieszkającym tam, często od wielu pokoleń rodzinom prawa do rozbudowy czy przebudowy własnych siedzib. Uważam więc, że ograniczenie tej strefy do obszaru, na którym znajdują się zakłady o funkcji uzdrowiskowej jest zasadne - mówił. Na ripostę nie trzeba było długo czekać. Przedstawiciele poszczególnych stowarzyszeń i organizacji po kolei prezentowali swoje stanowiska. - Ten problem jest błahy w porównaniu z tym, co może się stać po zmniejszeniu tych stref. Rzeczywiście teraz niektórzy mają problemy, bo pan tak interpretuje prawo. Co z tego, że kilkadziesiąt osób pobuduje domy. Ważniejsze jest, by nie wybudowano tu żadnego apartamentowca, żeby drapieżny kapitał nie zamienił nam uzdrowiska w kolejną sypialnię Warszawy - grzmiał Marek Skrzyński, prezes Stowarzyszenia Stańczyk. - Stawiam tezę, że ktokolwiek przyłoży do tej uchwały rękę jest wrogiem Konstancina i działa na szkodę jego mieszkańców - dodał oburzony. Wiceprezes Stowarzyszenia Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina Joanna Żurowska skrytykowała władze za zbyt późny termin konsultacji (5 dni przed planowanym uchwaleniem statutu) i powołanie komisji uzdrowiskowej (miesiąc temu). Ostrzegała przed tak drastycznym ograniczeniem stref. - Musimy się zastanowić, czy ta zmiana idzie w kierunku utrzymania uzdrowiska czy może zlikwidowania. Nie zapominajmy, że tak duża strefa ochrony uzdrowiskowej miała zapewnić warunki klimatyczne i sprawy ciągów napowietrzania Konstancina oraz ochrony wód - wyjaśniała. Ryszard Machałek, prezes Stowarzyszenia Porozumienie Obywateli dodał, że kompletnie niezrozumiałe są kryteria wyznaczania nowych stref, szczególnie A, która nie obejmuje wielu obiektów służby zdrowia istotnych dla uzdrowiskowego charakteru gminy. Oberwało się też członkom komisji uzdrowiskowej. Jacek Rowiński, członek Stowarzyszenia Stańczyk nie pozostawił suchej nitki na kilku jej członkach, oskarżając ich o prywatę. Danuta Kaliszuk odpowiedziała, że atak jest kompletnie bezpodstawny, bo komisja była przeciwna takim ustaleniom granic. - Skoczyliście nam państwo na plecy, a tak na dobrą sprawę komisja się jeszcze nie ukonstytuowała - wyjaśniał członek komisji Edward Dudek. - Nie ma przewodniczącego komisji i jeszcze nie ustosunkowaliśmy się do tej uchwały. Nikt nam nie dał czasu, żebyśmy się mogli z tym pomysłem zapoznać - powiedział, obnażając kulisy przygotowania projektu. Jedynie wiceprzewodniczący rady, także członek komisji uzdrowiskowej Wacław Bąk, wydawał się mieć wątpliwości co do przebiegu granic tych stref i starał się sprowadzić dyskusję na inny tor: - Nie róbmy tu wiecu, ani kampanii wyborczej. Nie biczujmy się. Mamy problem z obwodnicą. Proszę państwa, nie dajmy się wymanipulować. Ludzie, którzy kupili działki na terenie Konstancina, teraz nie walczą o nasze uzdrowisko, walczą o to, żeby obwodnica nie powstała - mówił. Obecny na spotkaniu przedstawiciel ministerstwa zdrowia Włodzimierz Śliwiński zaoponował: - Żadna droga, żadna obwodnica uzdrowisku nie przeszkadza. Żyjemy w XXI w. i kuracjusz musi się w jakiś sposób do tej miejscowości dostać. Właśnie dlatego strefa C jest odpowiednio oddalona - wyjaśniał. - Oczywiście autostrada czy jakieś obiekty przemysłowe są przeszkodą w strefie C, ale nie droga objazdowa, która wszystkim w Konstancinie jest potrzebna - powiedział. Lista argumentów, przemawiających za utrzymaniem dotychczasowych granic stref, oraz zarzutów w stosunku do władz gminy rosła z każdym, kolejnym głosem. Maria Mioduszewska, powiatowa radna i mieszkanka Konstancina, zauważyła, że przy tak ważnym akcie tworzenia prawa miejscowego powinna być wzięta pod uwagę nie tylko opinia mieszkańców, ale i głosy tych, którzy zajmują się lecznictwem uzdrowiskowym. Ta wypowiedź ostatecznie pogrążyła władzę. Okazało się bowiem, że najważniejsze instytucje, które tworzą to uzdrowisko, zostały całkowicie pominięte. - Z przerażeniem obejrzałem w internecie projekt naszej nowej strefy A. Protestujemy przeciwko próbom likwidacji uzdrowiska Konstancin, bo te propozycje do tego prowadzą. Strefa A bez Królewskiej Góry to nieporozumienie. Ktoś zapomniał, że znajduje się tu CKiR, Instytut Kardiologii oraz Szpital Neurologiczny i Szpital MSWiA. Chcę zapytać, w czyim interesie jest ta zmiana. Na pewno nie uzdrowiska i mieszkańców Konstancina - wyraził pisemnie swoją opinię prezes CKiR Jerzy Karwowski . Anna Lewandowska, prezes zarządu uzdrowiska o zmianach stref i spotkaniu w Stocerze dowiedziała się od redaktora Rzeczpospolitej, który poprosił ją o wypowiedź na temat nowego statutu. - Zadzwoniłam do urzędu i dowiedziałam się, że rzeczywiście jest takie spotkanie - powiedziała. - Nikt nie konsultował ze mną projektu tych stref, ale podzielam opinię tych państwa, którzy chcą zachować dotychczasową ich granicę. Swoje stanowisko przedstawię też pisemnie i przedłożę je radzie - dodała. Mieszkańcy nie kryli oburzenia: To skandal, kpina i arogancja władz - dało się słyszeć. - Jestem wrażliwy na państwa głosy, w pełni rozumiem i zgadzam się z państwa argumentami - odpowiedział burmistrz Skowroński. - Nie było moją intencją bezpodstawne wykluczanie obiektów lecznictwa uzdrowiskowego ze strefy A. W przypadku CKiR, dynamicznie rozwijający się obiekt dysponuje działką, która z punktu widzenia strefy A jest przeinwestowana i dotrzymanie różnego rodzaju parametrów z pozostawieniem powierzchni biologicznie czynnych i parkingami będzie bardzo trudne - wyjaśniał. - Nie wszystkie zarzuty były słuszne i sprawiedliwe, natomiast część krytycznych wypowiedzi w stosunku do urzędu, którym zarządzam, jest absolutnie słuszna. Jestem świadomy popełnionych błędów, za wszystkie przepraszam. Pochylam głowę i proszę o przebaczenie - zakończył swoją wypowiedź burmistrz. Społeczny dar przekonywania Dwa dni później, w piątek, odbyło się posiedzenie komisji uzdrowiskowej, która po burzy w Stocerze zdążyła się wreszcie ukonstytuować (przewodniczącym został Ignacy Gołębiowski). Uczestniczyli w nim także przedstawiciele stowarzyszeń i organizacji pozarządowych. Pracownicy wydziału architektury wytoczyli nowe działa, próbując przekonać obecnych, iż zostawienie stref w ich obecnym kształcie jest bardzo niekorzystne. Wróciła sprawa budowy czy rozbudowy domów w strefie A i sprawa obwodnicy. - Byłem na spotkaniu w Stocerze i pan Śliwiński z ministerstwa wyraźnie powiedział, że w strefie C mogą być budowane drogi - przypomniał radny Bogdan Komosa. Elżbieta Bartoszewska, zastępca kierownika wydziału architektury, stwierdziła że Włodzimierz Śliwiński nie był przedstawicielem ministerstwa, tylko pracownikiem, a jego przełożona dyrektor Dagmara Korbasińska ma zupełnie inne zdanie (W. Śliwiński jest głównym specjalistą ds. uzdrowisk w departamencie ochrony zdrowia MZ - red.). Bartoszewska stwierdziła też, że w strefie A - zgodnie z ustawą (zakazuje się lokalizacji obiektów mogących wpływać na środowisko, zgodnie z odrębnym przepisami, w szczególności takich jak: warsztaty samochodowe, wędzarnie ryb, garbarnie) - nie można budować sieci wodociągowej i sanitarnej. Rzeczywiście w rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie określenia rodzajów przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko znalazł się punkt o rurociągach o średnicy nie mniejszej niż 400 mm, służących do przesyłania wody. W tym samym rozporządzeniu jednak znalazły się wiercenia wykonywane w celu ujmowania solanek, wód leczniczych i termalnych. Przyjmując taką interpretację, uzdrowiska w ogóle nie powinny się rozwijać. (W Poradniku metodycznym dotyczącym oceny wpływu na środowisko opracowanym przez Ministerstwo Gospodarki napisano: "Budowa sieci wodociągowej praktycznie nie ma wpływu na środowisko, pod warunkiem, że jest prawidłowo zaprojektowana i wykonana"- red.). Argumenty pracowników architektury nie zdołały przekonać obecnych na posiedzeniu mieszkańców. Jeszcze raz zdecydowanie sprzeciwili się zmianom stref. Członkowie komisji poparli co prawda głosy mieszkańców, ale po przegłosowaniu powrotu do pierwotnego układu stref ogarnęły ich wątpliwości, czy zbyt pochopnie nie podjęli decyzji. Głos na wagę... W sobotę dzwonek telefonu zadźwięczał w domach wszystkich sołtysów. Na poniedziałek zwoływano bowiem spotkanie sołtysów z władzami gminy. Wreszcie trafiono na podatny grunt do prowadzenia rozmów. Jednak ponad połowa sołtysów nie stawiła się. - Państwo nie słuchają tych, którzy wypowiadają się w internecie, ani tych, którzy byli na spotkaniu w Stocerze. To partie polityczne rozgrywają swoje interesy - przytaczają sołtysi wypowiedź Wacława Bąka ze spotkania. Wiceprzewodniczący wyjaśniał sołtysom, z jakimi zagrożeniami wiąże się pozostawienie obecnych stref: nie będą mogli sprzedać ziemi, uprawiać jej, ani nie będzie można wybudować obwodnicy. Na 12 sołtysów tylko trzech opowiedziało się przeciwko drastycznemu okrojeniu stref, przede wszystkim z powodu merytorycznego nieprzygotowania (przed spotkaniem nie otrzymali żadnych dokumentów), a także braku konsultacji z mieszkańcami swoich sołectw. *** Na poniedziałkowej sesji radni - zgodnie z wnioskiem przyjętym na spotkaniu w Stocerze - zdecydowali się przerwać sesję i przełożyć punkt dotyczący tymczasowego statutu na środę. Sesja odbędzie się w Stocerze o godz. 19. Monika Zacharkiewicz |